ul. Stawowa 26/3u, Bydgoszcz kontakt@pro-psyche.pl Numer telefonu znajdziesz w zakładce Kontakt.
Nasze podejście do samych siebie ma bardzo duży wpływa na to, jak odbieramy i traktujemy innych. (Psycholog Bydgoszcz, Psychoterapia Bydgoszcz)

Akceptacja siebie a intymność i poczucie własnej wartości

Jeśli sami nie akceptujemy siebie lub pewnych aspektów siebie, to trudno będzie nam budować głębokie i intymne związki z innymi. Akceptacja siebie jest rodzajem fundamentu, który stanowi w wielu przypadkach podstawę naszego psychicznego dobrostanu. Akceptacja siebie to podejście do całości swojej osoby ze zrozumieniem i troską.

Rzadko kiedy odważam się na generalizacje. Psycholog czy psychoterapeuta zazwyczaj zaczyna odpowiadać na pytanie od słów “to zależy” i ponoć po tym można poznać, że to dobry psycholog lub psychoterapeuta. Oczywiście to tylko tak pół żartem 😉 Prawda jest taka, że faktycznie jesteśmy zbyt skomplikowani jako ludzie, aby móc wypracować łatwe, uniwersalne rady dla szerszego grona odbiorców. Nie mniej jednak, pomimo tego, że tak wiele nas różni, bardzo wiele też nas łączy. Jednym z aspektów naszej psychologii jest samoocena, poczucie własnej wartości, czy to w jakim stopniu lubimy siebie – nie są to pojęcia tożsame, ale wystarczająco podobne, abyśmy mogli o nich mówić na potrzeby niniejszego artykułu zbiorczo. Otóż wydaje się, że jeśli mowa o tym, w jakim stopniu siebie cenimy, za co i jak nam z tym dobrze lub źle, to każdy z nas ma podobnie – zazwyczaj mamy zarówno takie cechy za które siebie lubimy, a także takie, które lubimy mniej lub najchętniej byśmy się ich pozbyli całkowicie. Zazwyczaj każdy z nas rozpoznaje w sobie takie cechy, fantazje, przemyślenia czy doświadczenie, które najchętniej ukryłby lub zakopał za siedmioma górami (jak nie dalej!). Często uczymy się te aspekty siebie skrzętnie ukrywać przed innymi, a nawet potrafimy bardzo sprawnie robić to względem siebie i na długo zapomnieć o tym, czego w sobie nie lubimy… przynajmniej dopóki dobra koleżanka albo wspaniały przyjaciel nie wypomną nam w przypływie “szczerości do bólu” jakimi to jesteśmy hipokrytami bo to i tamto i tak dalej… Takie ukrywanie siebie przed sobą samym, jak i przed innymi, skupianie się na odgrywaniu pewnej wersji siebie, ciągłe staranie się by inni nie zauważyli w nas słabości (w naszej ocenie rzecz jasna!), które chcielibyśmy zachować dla własnej niepamięci wiele nas kosztuje i często zubaża nasze relacje z innymi – nie możemy wówczas “wyluzować”, spontanicznie śmiać się z siebie, mieć tego modnego “dystansu do siebie”.

Jeśli sami nie akceptujemy siebie lub pewnych aspektów siebie, to trudno będzie nam budować głębokie i intymne związki z innymi. Akceptacja siebie jest rodzajem fundamentu, który stanowi, w wielu przypadkach, podstawę naszego psychicznego dobrostanu. Akceptacja siebie to podejście do całości swojej osoby ze zrozumieniem i troską1. Nie jest to patrzenie na siebie przez palce, niedbałość o pracę nad sobą i lekceważenie uwag ze strony otoczenia, ale nie jest to także obrażanie siebie za “zbyt duży brzuch”, “za niską ocenę na egzaminie”, “bycie zbyt zapracowaną mamą” lub “nerwowym ojcem”. Czym jest akceptacja siebie? Można by długo wymieniać i nadal moglibyśmy mieć mgliste pojęcie, ale w skrócie można by powiedzieć, że jest to rodzaj realistycznego spojrzenia na swoje zarówno mocne jak i słabe strony i zaakceptowanie faktu, że je mamy w takiej, a nie innej konstelacji. Co z tym zrobimy dalej, to już zależy od naszych potrzeb, motywacji i cech osobowości.

Zachęcam teraz Ciebie do zadania sobie kilku pytań. Jakich aspektów siebie nie lubisz najbardziej? Czego boisz się pokazać innym? Czego się wstydzisz przed innymi, a może też przed sobą? Czy w bliskich relacjach, w intymnych relacjach czujesz czasem strach przed pokazaniem tego?

No właśnie! O ten strach chodzi. Często stoi za nim przekonanie, że jeśli pokażemy to, czego sami w sobie nie lubimy, to będzie to powód do porzucenia nas, obśmiania, skrytykowania. A dlaczego? Można to tłumaczyć na wiele sposobów. Ktoś mógł nam kiedyś powiedzieć, że coś w nas było złe, niedobre, śmieszne albo gorzej, zboczone, dziwaczne lub grzeszne (nawet w żartach), a my nieświadomie to przyswoiliśmy. Jest to pewne uproszczenie, ale przydatne dla celów ilustracyjnych. W rzeczywistości sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Nigdy nie jest bowiem tak, że gdy tylko ktoś się z nas zaśmieje, już nigdy nie zachowujemy się w taki sam sposób.

Karl Jung wypracował pojęcie “cienia”. Według Junga wspomniany cień to taka wersja nas, której istnieniu nie za bardzo chcemy zawierzyć. Cień to nasze nielubiane i nieakceptowane przez nas fantazje, pragnienia, cechy, zachowania – wszystko to, czego wolelibyśmy w sobie nie widzieć. Czasem dobrze jest czegoś nie widzieć, czasem można dzięki temu wiele zyskać. Ale ile można stracić, gdy więcej nie widzimy, niż widzimy! Stracić można między innymi możliwość nawiązania bliskich relacji z innymi czy budowania głębokiej więzi z partnerem lub partnerką.

Gdy dużo energii poświęcamy na ukrywanie “cienia” to trudno skupić się na spontanicznej, głębokiej więzi, na ciekawości drugiej osoby, nieskrępowanym poznawaniu kogoś i byciu poznawanym. Zwłaszcza bycie poznawanym cierpi na naszym braku akceptacji siebie, ponieważ będziemy nieustannie zaprzątać sobie głowę pytaniami typu “A czy on mnie będzie taką chciał?”, “Czy ona się z tego nie będzie śmiała?”, “Czy będzie mnie lubił, gdy się do tego przyznam?” itp.

Psycholog Bydgoszcz – Psychoterapia Bydgoszcz

Co więcej, praktyka podpowiada, że niekiedy w tym cieniu skrywamy prawdziwe pasje, talenty i szczerą ciekawość świata dookoła nas. Wszystko to moglibyśmy wykorzystać na swoją korzyść, ale zjada nas wstyd, lęk, czasem złość i smutek, a czasem wiele, wiele innych emocji… Każdy krok w stronę poznania swojego “cienia” to krok ku wyzwoleniu się z ograniczeń, które zostały nam nałożone wbrew naszej woli lub które sami na siebie nałożyliśmy nie zauważając tego. Gdy nauczymy się spoglądać w lustro i widzieć swój pełen obraz, siebie wraz ze wszystkimi niedoskonałościami, które tak bardzo przykuwają naszą uwagę, może też przestaną one tak bardzo przykuwać naszą uwagę na twarzach innych? Czy nie jest tak, że czasem dostajemy w towarzystwie palpitacji serca, ponieważ w połowie imprezy mówimy coś “głupiego” lub “żenującego” naszym zdaniem, a potem okazuje się, że nikt tego nie zauważa albo lepiej – mówi nam, że w sumie to było to bardzo zabawne?

Sztuka akceptacji siebie, spoglądania na swój cień, dopuszczania do świadomości tego, co przez lata wypieraliśmy i nie chcieliśmy widzieć, a co powstrzymuje nas przed nawiązaniem głębokiej i intymnej więzi z innymi to częste tematy, które poruszają psychoterapeuta i pacjent w czasie spotkań terapeutycznych. Psychoterapia wyposaża nas w nowe rozumienie tego, co dotychczas było dla nas niewidoczne i pozwala czerpać więcej z życia w taki sposób, w jaki sami uznamy za wartościowy i ważny. Czasem jest to ten sam sposób, który znany był nam przez lata, ale w czasie psychoterapii możemy zaakceptować go jako własny, a nie cudzy i narzucony. Oczywiście psychoterapia “sama niczego nie robi”, nie dokonuje też tego psychoterapeuta, a my nie siedzimy biernie w fotelu i przyglądamy się procesowi dobrej dla nas zmiany. Psychoterapia to nasza ciężka praca, mierzenie się z własnymi słabościami i lękami, to chwile zwątpienia, łzy, ale także radość i szansa na bardziej szczere i przyjemniejsze życie. To trochę tak jak podczas budzenia się w letni poranek, na początku niechętnie otwieramy oczy, światło przez chwilę staje się dla naszych oczu wrogiem publicznym numer jeden, ale gdy zdecydujemy się trochę poczekać i przyzwyczaić do nowych warunków po długim śnie to okazuje się, że to słońce jest przyjemne. Daje ciepło, oświetla i pozwala zobaczyć całą paletę barw.


1  University of Hertfordshire. (2014, March 7). Self-acceptance could be the key to a happier life, yet it’s the happy habit many people practice the least. ScienceDaily. Retrieved September 4, 2017 from www.sciencedaily.com/releases/2014/03/140307111016.htm